Z powrotem w Hiszpanii po locie z przesiadką i przygodami :D Laptop miałam w bagażu podręcznym i on już biedny ma swoje lata i czasem jak mu za gorąco to nie chce się włączyc. Podczas kontroli w Milanie musiałam go wyciągnac i włączyc, ale on wredny akurat sie nie włączył i wzięli mnie za terrorystę którego laptop słuzył do detonacji bomby. Na szczęście się nie wkurzyłam, tylko spokojnie to przeczekałam i w końcu biedna toshiba mnie posłuchała i raczyła się włączyc :D
Tak poza tym to tym razem zadnych zdjec nie bedzie (pozdrawiam brata!!). No chyba, że komorka, ale to chyba mi sie nie bedzie chcialo ich pozniej zgrywac bluetoothem.
W Walencji oczywiscie grzeje, a w hostelu nie ma klimy (nie narzekam, tylko zauwazam) i na dodatek nie dali recznikow (juz narzekam).
Czas cos zjesc i sie pouczyc bo w koncu przyjechalam na egzaminy :D
edytka: nawet teraz zaszaleje i wysle kartki :D tylko adresow nie mam na razie :D
bylas w wawie? czy to moze jakies stare zdjecie?
OdpowiedzUsuńto jakos w lipcu czy w sierpniu bylo, jak byliscie z Ania na wakacjach, nie za wbylo za waszymi plecami zadnej popijawy do rana : p
OdpowiedzUsuń