
Karnawał zaczęłyśmy od wyjścia w czwartek do Havany. To specyficzne miejsce w centrum Alicante, gdzie przychodzą głównie Erasmusi. Muzyka średnia, ludzie średni, poznaliśmy za to Antonietę (ta na zdjęciu). Dziewczyna z Kalifornii, nie z Erasmusa. Powrót do mej mieściny San Vicente taksówką, bo Bianca nie chciała iść piechtobusem (co najwyżej godzinka).
Najważniejsza impreza w ALicante była w piatek. Z powodu mojego "lekkiego" bólu głowu stwierdziłam, że nie bedę nic pic i jedziemy samochodem. Przebrałyśmy się, odstawiłyśmy się i idziemy do samochodu. Hm... zaczynają się schody. Samochodu nie widać. Jak parkowałam ostatnio to ciężko było o miejsce i zaparkowałam dość daleko od mieszkania. I nawet upewniłam się, że można tam parkować-naprawdę to zrobiłam. Nic to. Szukamy jedną godzinę, drugą. Nie ma sensu. Stwierdzam, że przyjdę za dnia i na pewno znajdę. Musi gdzieś byc, miejsce do parkowanai było ok, a auto miało założoną blokadę skrtzyni biegów i każdy profesjonalny złodziej zauważy też na kołach sruby antywłamaniowe. Na pewno jestem zmęczona, auto jest brudne i może nawet przeszłyśmy obok i nie zauważyłyśmy.
Kupiłyśmy sobie piwa (Bianca nie pijąca jest więc liczba mnoga jest nie na miejscu). I w dużo gorszych humorach poszłysmy nie do Alicante, ale do mnie na mieszkanie. Niesamowiecie przejeta tym co się dzieje z samochodem wypiłam dość dużo i w sobotę rano dziwne deja vu jesli chodzi o moje samopoczucie. Nic to. Słońce świeci, ruszyłam na poszukiwania zaginionego samochodu. Chodzę po tych uliczkach i chodzę...widziałam, że zaparkowałam przy piekarni. Pytam sie ludzi gdzie tu są jakieś piekarnie (nie , nie wiedziałam jak nazywała sie ulica na której zaparkowałam). W końcu znalazłam piekrnię, gdzie byłam pewna , że to tutaj. Ale gdzie samochód? Wchodzę do środka i pytam czy czasem nie kojarzą tej marki przed drzwiami. Tak, kojarzą. Stał sobie. I wszystko było w porządku do piatkowego poranka. Na ścianie jest mała tabliczka, że w piatek do godziny 12 nie można parkowac z powodu dostawy towaru.
Noooo, nieźle. Ludzie wytłumaczyli mi jak dojść do miejsca gdzie składują samochody debilnych kierowców. Był tam, co prawda napolicyjnych dokumentach figurował jako samochód szary, i policjant nawet chwile się spierał, że mają taki jak szukam, ale jest szary, nie niebieski. Nie przekonało mnie to do pojechania do myjni.
Mandat za złe parkowanie należny policji zapłacić musiałam, nie można się odwoływać. Ale wisi nade mną jeszcze drugi, dla służb lawetowych za doprowadzenie auta na policję. Od tego mozna się odwoływac i zamierzam to zrobić. Parkowałam w nocy i żeby zoabczyć tą tabliczkę musiałabym z latarką jeździć po ścianie budynku.
Nic to. Dziś pożegnanie karnawału w mieszkaniu Elzy, na szczęście to w San Vicente.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz