Weekend dla erasmusa to rzecz naprawdę ciężka. Zaczyna się w piątek dość wcześni ei bardzo szybko nie do końca wiadomo czy to wciąż piatek, czy już sobota, czy może niedziela. Ostatni piątek zaczął sie na tarasie mojego hostelu.
Mialo przyjść parę osób to poszłam wcześniej na taras przygotować wszystko. Siedzi sobie parka i rozmawia po francusku. Przy ich stoliku jest dużo foteli, to pytam lamaną francuszczyzną czy mogę je zabrać. Kobieta mi opdowiada że mówi po angielsku jeśli tak będzie mi łatwiej (czyli źle z moim francuskim). To wymieniamy parę zdań po angielsku po czym siadam przy innym stoliku. A kobieta po chwili mówi, że tak w ogóle to jest polką. No, to przeszliśmy na język ojczysty :D
Po kilku godzinach ruszyliśmy na miasto, i tam było naprawdę fajnie. Dijeje w tym mieście naprawdę wymiatają. Piwo kosztujue komo 2,5 euro, wodka z redbullem juz 6 euro. Wiedząc, że w sobotę są urodziny Giuli i imprezę skończyliśmy jak jeszcze było ciemne.
Po kilku godzinach ruszyliśmy na miasto, i tam było naprawdę fajnie. Dijeje w tym mieście naprawdę wymiatają. Piwo kosztujue komo 2,5 euro, wodka z redbullem juz 6 euro. Wiedząc, że w sobotę są urodziny Giuli i imprezę skończyliśmy jak jeszcze było ciemne.
To w piątek w pierwszym miejscu do jakiego poszliśmy
Wsobotę ledwo wstałam poszłam zwiedzać zamek z Blancą. łaziłysmy tam ponad 5 godzin. Po czym ledwie co zdążyłam wrocic do odmu i ruszyc na imprezę do Giuli. Tam....same kobiety przygotowujące jedzienie i dwa psy. Ale jedzenie wymiatało- sushi, francuskie naleśniki, tortilla,
guacamole, ciasto zrobione przez Giulie, wino, poncz...... Nawet sama zrobiłam trochę sushi i
musze powiedzieć że mi wyszło :D Jedna laska była co wyglądała na dwadzieścia kilka lat i ja do końca byłam pewne, że jest z erasmusa....a tu ona ma 37 lat i jest znajoma znajomej.
guacamole, ciasto zrobione przez Giulie, wino, poncz...... Nawet sama zrobiłam trochę sushi i
musze powiedzieć że mi wyszło :D Jedna laska była co wyglądała na dwadzieścia kilka lat i ja do końca byłam pewne, że jest z erasmusa....a tu ona ma 37 lat i jest znajoma znajomej.

O góry robimy sushi, a na dole Giulia zdmuchuje świeczkę :D



Ja byłam nieziemsko zmęczona po prawie całodziennym chodzeniu
Fotki z zamku robione były komórką i wrzuce je jakoś innym razem. Po kolacji poszliśmy na miasto i skończyliśmy na szczęście przed piątą. Za duzo ludzi i nawet nie dało się tańczyć. Poza tym przyczepiła się jakaś grupa nachalnych gości.
AA! I zmieniłam dziś mieszkanie :D Siedzę w salonie, Rene ogląda finał Nadal-Federrer, tej drugiej dziewczyny jeszcze nie ma. WIeczorem idziemy z Blanką do kina na Revolutionary Road. Można powiedzieć, że jedziemy do miasta :D bo obie mieszkamy teraz w Sant Vicente.
imprezy, imprezy, imprezy - zycie erasmusa nie jest takie zle... :)
OdpowiedzUsuń