niedziela, 4 kwietnia 2010

Torrevieja i Vizcaito


Jak zwykle im blizej konca tym bardziej nie chce wyjezdzac. Wizyte w miejscowosci Torrevieja mozna zaliczyc do udanych nie biorac pod uwage godzinnego szukania wolnego miejsca parkingowego a pozniej godzinnego szukania samochodu. Ale za to tego co przezylam z Vizcaito nigdy nie zapomnę. Czekając na swój lot Vizcaito zaproponował czy nie chcę się z nim przelecieć jego ultralekkim Tecmanem. Zamiast standardowego volantu ma to dzwignie jak do zmiany biegów i jest jeszcze mniejsze od Cessny 152. Ale za to co potrafi ta maszyna :D Po chwili siedzenia za sterami zaproponowałam Vizcaito, żeby zrobił coś co podniesie nam adrenalinę. Wątpię, żeby jemu podniosło, ale mi tak. Beczka tym samolotem, czy obroty przez skrzydła to coś niesamowitego- nie wspominając już o korkociągu na małej wysokości nad morzem. Cóż, szkoda że już nie będę mieć okazji z nim polatać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz