Po raz pierwszy w życiu zrobiłam sama pierogi i muszę przyznać, że wyszły całkiem nieźle :D W końcu były z truskawkami na słodko i ze świecą szukać tego, komu by nie smakowały. Ale i tak największą karierę zrobiły skrzydełka w miodzie. Zdjęć nie mam bo robiłam za kucharza : ) Wrzuce może jak zgram zdjecia od Giuli.
W sobotę o szóstej rano wyruszyłyśmy do Cartageny (ja, Bianca, Glenda, Racheal, i Julie). Miała jechać Andrea ale nie czekała na przystanku, a jej komórka była w naprawie. Ja musiałam i tak wstąpic na mieszkanie Giuli i Julie bo zostawiłam tam aparat przy lepieniu pierogów. Mówię zaspanej Julie w piżamie żeby jechała z nami. udało sie : )
Wybrałam drogę krajową (tzw nacjonalkę) żeby coś zobaczyć poza barierkami autostrady.
Jechałyśmy co najmniej trzy razy dłużej (średnia prędkość wyszło ok 40 km/h :D ) ale cały czas wzdłuż wybrzeża Costa Blanca a w mijanych miasteczkach było na co popatrzeć. Oczywiście zabłądziłyśmy, ale to moja wina bo powinnam poptrzeć wcześniej na mape. Bianca wpatrywała się na nią przez całą drogę i tak nic z tego nie wiedziała.
Sama Cartagena ma niesamowity klimat i "czuć" tam historię. Port założony w III wieku (chyba) p.n.e. wielokrotnie zmieniał panowanie (Rzymianie, Wizygoci, Arabowie i inni, nie można wymagać ode mnie zbyt dużo jeśli chodzi o historię) a podczas wojny domowej w Hiszpanii został prawie doszczętnie zniszczony. Zachowały się fragmety rzymskiego teatru i bizantyjskich murów. Poza tym samo miasto nie ma tego okropnego turystycznego klimatu, który ma Alicante. Na mnie największe wrażenie zrobiły baterie artyleryjne (chyba artleryjne) na każdej z gór wokół portu.
Po poludniu ruszyłyśmy na Morze Mniejsze do miejsca na kształt naszego Helu, ale duuuuzo bardziej atrakcyjnego widokowo. I tu zabłądziłyśmy kompletnie. Wjechałyśmy w końcu na jakąś górska drogę na końcu której był cmentarz. Postanowiłysmy wstapic i nie załowałyśmy. Nawet zdobyłam nowych przyjaciół w postaci kotów i na szczęście zwyciężył rozsądek i nie zabrałam żadnego z kociaków ze soba.
W końcu dotarłysmy do miejscowości La Manga położonej na cyplu. Sam cypel (cypl?) ma długosc około 25 km i z jednej strony piaszczyste wybrzeże i Morze Śródziemne a z drugiej strony ulicy kamieniste i Morze Mniejsze. Widoki bardzo przyjemne, a domy robiły wrażenie swoim przepychem- ciężko powiedzieć czy było to wrażenie negatywne czy pozytywne. Na plaży z Julie wybudowałyśmy wspaniały zamek z piasku z fosą do której dopływała woda z apasowym zbiornikiem wody. Bawiłysmy się przy tym niesamowicie. Reszta nie rozumiała naszego entuzjazmu. Racheal powtarzała, że jej zimno i wkońcu zaczęła śpiewać Relax, take it easyyyy. Bianca powtarzała nam w końcu, że zachowujemy się jak dzieci a Glenda robiła nam cały czas zdjęcia. Może trochę wialo i było dość zimno, ale jak dla mnie ważne jest, że można poczuć entuzjazm i radość dziecięcą przy budowaniu zamków z piasku (może nie mam jeszcze tyle lat co w dowodzie). Nasza budowa zajęła nam ponad 1,5 h ale warto było :D
Powrót do Alic ante przez Cartagenę (nie, to nie jest po drodze, ale Bianca chyba nigdy nie zrozumie jak działa mapa ).
Poczatkowo planowałyśm,y ognisko na plazy, ale ostatecznie zwyciężyło zmęczenie (ja do końca chciałam...) i ognisko robimy dzis :D
Jesli ktoś chętny to zapraszam na plażę 5 km przed Torrevieją od strony Alicante.
W sobotę o szóstej rano wyruszyłyśmy do Cartageny (ja, Bianca, Glenda, Racheal, i Julie). Miała jechać Andrea ale nie czekała na przystanku, a jej komórka była w naprawie. Ja musiałam i tak wstąpic na mieszkanie Giuli i Julie bo zostawiłam tam aparat przy lepieniu pierogów. Mówię zaspanej Julie w piżamie żeby jechała z nami. udało sie : )
Wybrałam drogę krajową (tzw nacjonalkę) żeby coś zobaczyć poza barierkami autostrady.
Jechałyśmy co najmniej trzy razy dłużej (średnia prędkość wyszło ok 40 km/h :D ) ale cały czas wzdłuż wybrzeża Costa Blanca a w mijanych miasteczkach było na co popatrzeć. Oczywiście zabłądziłyśmy, ale to moja wina bo powinnam poptrzeć wcześniej na mape. Bianca wpatrywała się na nią przez całą drogę i tak nic z tego nie wiedziała.
Sama Cartagena ma niesamowity klimat i "czuć" tam historię. Port założony w III wieku (chyba) p.n.e. wielokrotnie zmieniał panowanie (Rzymianie, Wizygoci, Arabowie i inni, nie można wymagać ode mnie zbyt dużo jeśli chodzi o historię) a podczas wojny domowej w Hiszpanii został prawie doszczętnie zniszczony. Zachowały się fragmety rzymskiego teatru i bizantyjskich murów. Poza tym samo miasto nie ma tego okropnego turystycznego klimatu, który ma Alicante. Na mnie największe wrażenie zrobiły baterie artyleryjne (chyba artleryjne) na każdej z gór wokół portu.
Po poludniu ruszyłyśmy na Morze Mniejsze do miejsca na kształt naszego Helu, ale duuuuzo bardziej atrakcyjnego widokowo. I tu zabłądziłyśmy kompletnie. Wjechałyśmy w końcu na jakąś górska drogę na końcu której był cmentarz. Postanowiłysmy wstapic i nie załowałyśmy. Nawet zdobyłam nowych przyjaciół w postaci kotów i na szczęście zwyciężył rozsądek i nie zabrałam żadnego z kociaków ze soba.
W końcu dotarłysmy do miejscowości La Manga położonej na cyplu. Sam cypel (cypl?) ma długosc około 25 km i z jednej strony piaszczyste wybrzeże i Morze Śródziemne a z drugiej strony ulicy kamieniste i Morze Mniejsze. Widoki bardzo przyjemne, a domy robiły wrażenie swoim przepychem- ciężko powiedzieć czy było to wrażenie negatywne czy pozytywne. Na plaży z Julie wybudowałyśmy wspaniały zamek z piasku z fosą do której dopływała woda z apasowym zbiornikiem wody. Bawiłysmy się przy tym niesamowicie. Reszta nie rozumiała naszego entuzjazmu. Racheal powtarzała, że jej zimno i wkońcu zaczęła śpiewać Relax, take it easyyyy. Bianca powtarzała nam w końcu, że zachowujemy się jak dzieci a Glenda robiła nam cały czas zdjęcia. Może trochę wialo i było dość zimno, ale jak dla mnie ważne jest, że można poczuć entuzjazm i radość dziecięcą przy budowaniu zamków z piasku (może nie mam jeszcze tyle lat co w dowodzie). Nasza budowa zajęła nam ponad 1,5 h ale warto było :D
Powrót do Alic ante przez Cartagenę (nie, to nie jest po drodze, ale Bianca chyba nigdy nie zrozumie jak działa mapa ).
Poczatkowo planowałyśm,y ognisko na plazy, ale ostatecznie zwyciężyło zmęczenie (ja do końca chciałam...) i ognisko robimy dzis :D
Jesli ktoś chętny to zapraszam na plażę 5 km przed Torrevieją od strony Alicante.

Zostałam fanka uprawiania joggingu na plaży : )
U góry i na dole plaża w Alicante noca.



To już w Cartagenie. U góry na tarasie widokowym, a na dole wejście do zamku

Port z góry jest naprawdę pieknym widokiem :D



















To juz na cyplu po stronie Morza Śródziemnego. Załuje, że nie zrobiłam zdjęć Morza Mniejszego, bo jego kolor był zupełnie inny
"Wybrałam drogę krajową (tzw nacjonalkę) żeby coś zobaczyć poza barierkami autostrady".
OdpowiedzUsuńHehe, nie bierz tego za złośliwość, aż trudno uwierzyć, pozytywne zmiany zachodzą w Iberii:)muy bueno:D
Myślalem, że Kart Hadaszt (to jest prawdziwa nazwa miasta Hazdrubala, dokładna kopia afrykańskiej, Nowa Kartagina jest nazwa rzymska) leży bardziej na północ i nie zbyt pasowały mi mury bizantyńskie. Sprawdziłem, odbita przez Justyniana cześć Hiszpanii w VI wieku była większa niż myślałem i ciagnęła się sporo na północ od Kartaginy:)
ps. Może dałoby sie wrzucić zdjęcia większych rozmiarów? Czy może kończy Ci sie miejsce na gmailu?
Pozdrowionka!
Wiedziałam, że skomentujesz wybraną drogę :D
OdpowiedzUsuńNie zrozumiałam Twoich przemyśleń :D W końcu to na moich zdjęciach to Kart Hadaszt czy nie?
A zdjęć w wyższej rozdzielczości nie mogę przesłać na bloga bo za słabe połączenie. Mogę wysłać na mejla, to da się zrobić
Już wyjaśniam. Na zdjęciacj jest Kartagina czyli... Kart Hadaszt. Tak sie początkowo nazywało miasto założone przez Hazdrubala jako stolica kartagińskiej Hiszpanii, a właściwie prywatnego królestwa fundatora. Z nazwą od samego początku były problemu. Kart Hadaszt to po kartagińsku Kartagina, ale Kartagina mogła być tylko jedna (ta afrykańska). Motywy Hazdrubala są nie do końca znane, możliwe, że jednym z celów mogło być znieważenie oligarchii rządzącą w Afryce. Po podboju rzymskim (210 p.n.e.) miasto dalej sie rozwijało i w 44 p.n.e Cezar podniósł je do rangi kolonii rzymskiej(btw, Cezar odbudował też afrykańską Kartaginę), czym wprowadził kolejne zamieszanie w nazewnictwie:). Kolonia została nazwana Carthago Nova i w polskim języku funkcjonuje pod dwoma wersjami: Nowa Kartagina i po prostu Kartagena. W książkach o drugiej wojnie punickiej przyjęło sie używać obu powyzszych, mimo, że miasto nazywało sie wtedy inaczej:). To chyba tyle gwoli wyjaśnienia:) Chyba za bardzo namieszałem wcześniej, chcąc sie popisać erudycja:D
OdpowiedzUsuń41 yr old Speech Pathologist Ambur Shadfourth, hailing from Rimouski enjoys watching movies like Yumurta (Egg) and Pet. Took a trip to Archaeological Site of Cyrene and drives a Ferrari 400 Superamerica. Odwiedz Twoj adres url
OdpowiedzUsuń